Artykuły.

Ciągłość władzy państwowej (8)

   Po tragedii jaka wydarzyła się pod Smoleńskiem 10 kwietnia bieżącego roku, zgodnie z art. 131 ust. 2 Konstytucji, obowiązki zmarłego Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego przejął Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Politycy wszystkich opcji oraz liczne uczone głowy przekonują że tzw. „ciągłość władzy państwowej”, której gwarantem jest Prezydent (art. 126 ust. 1 Konstytucji), zostanie zachowana. Ośmielę się twierdzić, że jest inaczej. Poniżej przedstawiam swój wywód odnośnie tego zagadnienia.
    Art. 131 ust. 2 Konstytucji mówi wyraźnie, iż w razie opróżnienia urzędu Prezydenta RP, jego obowiązki wykonuje „Marszałek Sejmu tymczasowo, do czasu wyboru nowego Prezydenta Rzeczypospolitej”. Wszystko wygląda pięknie, do czasu aż porównamy treść przytoczonego ustępu z treścią art. 130 Konstytucji. Mówi on, że „Prezydent Rzeczypospolitej obejmuje urząd po złożeniu wobec Zgromadzenia Narodowego [...] przysięgi...”. Autorzy obecnie obowiązującej Konstytucji zapomnieli, że nie żyją w czasach Gabriela Narutowicza czy Stanisława Wojciechowskiego, kiedy wyboru i zaprzysiężenia Prezydenta RP można było dokonać jednego dnia przed tym samym Zgromadzeniem Narodowym. Dziś wyboru Prezydenta dokonuje Naród w wyborach powszechnych, a nie jak w międzywojniu Zgromadzenie Narodowe. W związku z tym między „wyborem” a „zaprzysiężeniem” nowowybranego Prezydenta RP występuje spory, nawet kilkudniowy, odstęp czasu, przez który „ciągłość władzy państwowej” nie zostanie zachowana. W ten sposób autorzy obecnie obowiązującej Konstytucji zafundowali nam okres prawnego bezkrólewia.
    Wielu ekspertów odpiera te zarzuty twierdząc, że można ten problem można rozwiązać odpowiednią wykładnią przepisów. Jednak treść obu przytoczonych przepisów jest jasna i czytelna. Jakakolwiek więc „życzliwa wykładnia” będzie „wykładnią twórczą”, zwłaszcza w związku z art. 7 („Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.”) i art. 8 Konstytucji („1. Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej. 2. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej.”). Jeden z ekspertów z Uniwersytetu im. Jana Kochanowskiego w Kielcach stwierdził w Polskim Radiu Kielce, że „problem ten rozwiąże praktyka – usus”. Zapomniał przy tym, że od łacińskiego słowa usus pochodzą słowa takie jak uzurpator i uzurpacja.
    Osobiście niemiałbym nic przeciwko takiej „twórczej wykładni” Konstytucji, wszak nadzwyczajne sytuacje wymagają nadzwyczajnych środków, gdybym nie wiedział jakie reakcje wywoływało dokonywanie takiej wykładni w przeszłości. Dla przykładu „twórczej wykładni” dokonała Rada Państwa w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. I pomimo faktu, że Sejm następczo zatwierdził taką „wykładnię”, to do dziś ze środowisk związanych z prawicą i IPN słyszy się głosy o bezprawności tamtych aktów. Art. 130 i art. 131 Konstytucji są dziś niespójne, zaś kontrowersje mogły wywołać nawet przepisy jasne. Przykładem niech będzie to co się działo, kiedy Zgromadzenie Narodowe wybrało na Prezydenta RP Wojciecha Jaruzelskiego. Wówczas to jeden z prawicowych polityków podniósł wrzask, bo „Prezydenta wybiera się bezwzględną większością głosów, czyli przynajmniej 50% + 1 głos, a Jaruzelskiego wybrano większością 50% + pół głosu.”. Była to tylko częściowo prawda, gdyż „większość bezwzględna” to „więcej niż połowa głosów”, „przynajmniej 50% + 1 głos” jest większością bezwzględną jedynie w sytuacji, gdy liczba głosujących jest parzysta. Tym prawicowym politykiem nie był jakiś szeregowy pieniacz ale niedoszły Premier z Krakowa – Jan Maria Rokita.
    Przekonany jestem, że po „wyborze Prezydenta” będziemy świadkami gorszących scen zatytułowanych „Uzurpator Komorowski”. Przekonanie moje graniczy z pewnością, gdyż już dziś słyszy się ze strony skrajnej prawicy, że „Komorowski podpisze ustawy, które zawetowałby Kaczyński”, że „Komorowski podpisze nominacje, których nie podpisałby Kaczyński”.
    Śmierć urzędującej głowy państwa jest traumatycznym wydarzeniem w dziejach każdego narodu. Jednocześnie jest okazją do różnych gierek politycznych dla tych co jak pewien ksiądz z okresu międzywojennego wrzeszczeć będą „CISZEJ NAD TĄ TRUMNĄ!”. Już dziś jesteśmy świadkami gorszącego spektaklu pt. „Kaczyński w krypcie na Wawelu” reżyserowanego wspólnie przez brata zmarłego Jarosława Kaczyńskiego i Jego Ekscelencję Stanisława kardynała Dziwisza. Poniekąd to zrozumiałe. Pierwszy chciałby, aby jego formację polityczną uznano, w powszechnym mniemaniu, za spadkobiercę piłsudczykowej sanacji i aby przed wyborami mógł „szukać natchnienia w modlitwie nad grobem brata Prezydenta i dziadka Marszałka”. Drugi z wymienionych jest z kolei znanym kolekcjonerem relikwii. Z żalem obserwuję ten odrażający spektakl, gdzie w rolę aktorów dali się wciągnąć mieszkańcy Krakowa przeciwni planom Dziwisza. Można mieć różne pretensje do organizatorów uroczystości. Chociaż Lech Kaczyński jest tragicznie zmarłą głową państwa, to czy był jakimś wielkim bohaterem, znakomitym dowódcą, albo prawodawcą którego kodeksy przetrwały próbę czasu i zainspirowały legislatury innych państw? Wielu bardziej zasłużonych nie znalazło swego miejsca na Wawelu. Z drugiej strony, nie wszystkie głowy Polskiego Państwa pochowano właśnie tam. Można mieć wątpliwości czy trumna z tragicznie zmarłym Najwyższym Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych powinna jechać w karawanie a nie „na lawecie”. Można mieć wiele pytań. Ale czy dla Lecha Kaczyńskiego ma to teraz jakiekolwiek znaczenie? Zabrzmi to bluźnierczo, ale śmiem twierdzić, że dyskusje te „pomogą mu jak umarłemu kadzidło”. W chwili, w której piszę te słowa, ta gorsząca gangrena dociera właśnie do Przemyśla gdzie jakiś tamtejszy hierarcha z ambony, przed ołtarzem i innymi katolickimi świętościami, wobec tłumów katolików a być może osób innych wyznań, żali się, że tragedia ta nie spotkała premiera Donalda Tuska, Tadeusza Mazowieckiego i Lecha Wałęsy. Patrz i słuchaj uważnie Ludu Boży! Oto autorytet Kościoła Nauczającego! Oto bezmiar „miłości bliźniego”! Oto „wartości chrześcijańskie”, których obowiązek propagowania mają media w Polsce! Oto twoja „krynica mądrości”! Fakt, iż podczas wymawiania tych słów w katedrę przemyską nie uderzył piorun, a ziemia nie rozstąpiła się i nie pochłonęła tego duchownego jest najlepszym dowodem, że Boga nie ma. Może jednak o tą glistę w sutannie upomni się Ziemska Sprawiedliwość. Wszak miecz artykułu 196 Kodeksu Karnego jest obosieczny i tak jak jest wymierzony w świeckich bluźnierców tak może skierować się na bluźniercę duchownego.
    Zamiast jednak uczestniczyć w tych ohydnych przedstawieniach, których będzie jeszcze więcej, politycy powinni zastanowić się nad przedstawionym problemem niezachowania „ciągłości władzy państwowej” i w razie czego podjąć odpowiednie kroki prawodawcze. Nawet jeżeli nadchodzące wybory wygra wykonujący obowiązki Prezydenta Bronisław Komorowski.

Leszek Sikora

Powrót

Mapa witryny

Strona główna

Wszelkie prawa zastrzeżone Racja Polskiej Lewicy 2008r